Studiuję pedagogikę... To już piąty (i ostatni) rok. I chociaż specjalizuję się w resocjalizacji to miałam dużo okazji do nauki o dzieciach, wychowaniu, rodzinie(...) Jednak dopiero teraz, kiedy jestem w ciąży, szczególnie zainteresowała mnie oczywiście pedagogika i psychologia okresu prenatalnego.
Pod wpływem wyników badań, oczywistym jest, że już od poczęcia należy nawiązywać z dzieckiem kontakt. Jako przyszli rodzice w "mądrych książkach" i poradnikach odnaleźć możemy wiele wskazówek: w jaki sposób to robić (może kiedyś coś o tym napiszę). Tak naprawdę chodzi jednak o to by pozytywnie odnosić się do dziecka, okazywać mu swoją miłość i dawać poczucie bezpieczeństwa - już od początku jego życia.
Wszystkie argumenty "za" rozumiem i jak najbardziej stosuję te metody, bo wierzę mocno, że dziecko już przed urodzeniem jest wrażliwe na to wszystko, a nawet, że - w pewien sposób - zapamiętuje okres prenatalny. A to może mieć oczywiście konsekwencje w jego dalszym życiu.
W jednej z książek, które mogłam przeczytać, odnalazłam nowe dla mnie sformułowanie. Przyznam szczerze, że na początku zupełnie nie wiedziałam jak się do niego odnieść. Otóż autor tego dzieła twierdzi, że dziecko należy WYCHOWYWAĆ OD POCZĘCIA.
Zastanowiło mnie to... Znam wiele definicji wychowania - (chyba) wszystkie zakładają pewnego rodzaju intencjonalne oddziaływanie na wychowanka. Jednak czy świadomość samego wychowanka jest tu potrzebna? Albo czy jeśli tej świadomości brakuje, to nie jest to raczej manipulacja? A może po prostu nie doceniam poczętego dziecka, a powinnam uznać, że jego świadomość zaczyna się tworzyć już od początku?
Nie wiem czy te wszystkie pytania są rzeczywiście istotne. Jeśli nie to może warto zapytać bardziej pragmatycznie - w jaki sposób wychowywać dziecko od poczęcia? Wychowanie kojarzy nam się często z konkretnymi działaniami - jest to więc pytanie o to co należy robić, jakie czynności podejmować wobec dziecka. I czegokolwiek bym tu nie wymyśliła to ciągle wydaje mi się, że to bez sensu... Bo jak podejmować czynności wobec dziecka, którego bezpośrednio nie można nawet dotknąć? Autor wspomnianej książki odpowiada na moje pytanie - w tak rozbrajająco prosty sposób, że nie jestem w stanie znaleźć w sobie jakiegokolwiek sprzeciwu wobec tej teorii. Mówi on, że dziecko w okresie prenatalnym wychowujemy po prostu je kochając. Nasza Miłość jest więc "podejmowanymi czynnościami". To ona decyduje też o samopoczuciu dziecka, o jego poczuciu bezpieczeństwa, o tym czy chcemy nawiązywać z nim kontakt i w jaki sposób to robimy. O tym jak dbamy o dziecko zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. To wszystko są przecież jak najbardziej składowe wychowania.
Wychowujemy nasze dzieci już od poczęcia... Wychowujemy je do MIŁOŚCI.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz